środa, 15 lipca 2015

BUENOS DIAS!



1/4 wakacji za nami drodzy państwo, więc korzystamy jak możemy! Ostatnie prawie dwa tygodnie spędzone w gorącej Hiszpanii potwierdzają jak najbardziej powiedzenie, że co kraj to obyczaj. W pierwszym momencie naszego pobytu byliśmy tym krajem bardzo rozczarowani. Z racji tego, że większość życia mojej rodziny jest spontaniczne nigdy nie rezerwujemy sobie noclegu. Tym razem trochę się przeliczyliśmy, doświadczeni wszechstronną chęcią wynajmu mieszkań chociażby w Chorwacji. Wszyscy Hiszpanie chcą sprzedawać mieszkania, a jak znajdą się już tacy co wynajmują to tylko przez agencje, dlatego jeżeli się ktoś wybiera w tamte strony to pamiętajcie o wcześniejszej rezerwacji! Ostatecznie znaleźliśmy się w Callelii de Palafrugell - maleńkim miasteczku, w którym nie było nawet jednego Polaka, oprócz nas!







Całkiem przypadkiem trafiliśmy na święto tego miasteczka. Był to festiwal piosenki katalońskiej, na którym najprawdopodobniej wystąpiły całkiem przyzwoite gwiazdy. Miasto przygotowywano na niego kilka dni, kilometry kabla dało się znaleźć w każdym zakątku, a w sobotni wieczór, czyli podczas punktu kulminacyjnego imprezy, były tam setki, jak nie tysiące ludzi. Nie obyło się rzecz jasna bez pamiątek ze straganów tamtejszych handlowców. ;)






Będąc w Hiszpanii obowiązkowym punktem było odwiedzenie Barcelony, która trochę jednak zawiodła mnie swoim wyglądem, liczyłam na coś bardziej pokaźnego. Wzgórze, o jakże wdzięcznej nazwie TIBIDABO nadrobiło jednak to pierwsze wrażenie, ponieważ panorama Barcelony wyglądała już całkiem inaczej, a poza tym znalazłam tam urocze kłódki zakochanych i zupełnie inny zachód Słońca! 










 W drodze powrotnej udało nam się odwiedzić we Włoszech bliskich, którzy mieszkają w Dolomitach i pracują na zamku - zachwycające miejsce! 




Było miło, sympatycznie, bardzo rodzinnie i jestem pewna, że mogę Wam powiedzieć:
 JEŻELI TYLKO MACIE TAKĄ MOŻLIWOŚĆ, TO PODRÓŻUJCIE,
 NIE WAŻNE GDZIE - PODRÓŻUJCIE! :)